Ania wiedziała, że dłużej tego nie wytrzyma. Spotykała się z Norbertem już od około roku. Ich związek był łatwy, radosny, nie planowali zbytnio nic do przodu, żyli każdym dniem. Ani nie śpieszyło się wychodzić za mąż i Norbert też jej do tego nie namawiał. Było im wygodnie i dobrze się razem bawili. Bądź tatą. Nie pytaj tylko: Co tam w szkole? Porozmawiaj ze mną o głupotach. Najczęściej tych sygnałów ostrzegawczych nie widać. Pojawiają się później, często za późno. Kiedy orientujemy się, że straciliśmy kontakt z dorastającymi dziećmi, a one nie chcą się do nas zbliżyć. A kolejna kupiona im rzecz, niczego nie zmienia. Książki, z którymi sypiam, to cykl o książkach ( bardzooo różnych), które gorąco polecam. Do czytania, nie tylko w łóżku;) Teskt oryginalny: zobacz tłumaczenie ›. Siedzę dwie godziny w Planie B sam. Miałaś już być moją żoną, ale dalej bez zmian. Trzy godziny w Planie B sam. Miałaś już być moją żoną, ale dalej bez zmian. Życie to stek bzdur Z tymże ja poproszę krwisty. Nie odbierasz telefonu, więc wysyłam listy. Już przestało padać i na Od kilku miesiecy nie sypiam z moim chłopakiem. Znajomośc ogranicza sie do pacałunków na powitanie i pozegnanie. Nie dla dlatego, ze nie mamm ochoty, wprost przeciwnie to mój chłopak unika jakichkolwiek kontaktów seksualnych ze mną. Przed tem próby współżycia kończyły się najczęsciej jego Tłumaczenia w kontekście hasła "nią sypiam" z polskiego na angielski od Reverso Context: Dlatego, że ja również z nią sypiam. Tłumaczenie Context Korektor Synonimy Koniugacja Koniugacja Documents Słownik Collaborative Dictionary Gramatyka Expressio Reverso Corporate Nie mówię, że nie chciałem, no i nie sypiam z nią. Healthy Sleep Diary is a personal tool for tracking and analyzing sleep time . Zdrowy sen Diary jest osobistym narzędziem do śledzenia i analizowania czasu snu . GrJBd1. Mam prawie 29 lat. Kocham mojego męża. Jest to fakt niezaprzeczalny. Jest to też odpowiedź na pierwsze pytanie Majki, które mi zadała zaraz po tym, jak opowiedziałam jej o pierwszym razie. Zdradzam mojego męża. To również jest fakt, choć nie lubię owego procederu nazywać zdradzaniem. Po prostu sypiam z innymi mężczyznami. Dlaczego? Dlatego, że mój mąż nie potrafi zaspokoić wszystkich moich potrzeb seksualnych. Co wcale nie sprawia, że kocham go mniej. Jesteśmy małżeństwem od czterech lat. Mamy 3 letniego syna oraz dwa koty. Kocura i kotkę. Nie lubię wartościujących opisów. Społeczeństwo opisałoby mnie jako niewierną, rozwiązłą, może nawet dewiantkę. Tymczasem jestem dobrą żoną, matką, a do tego ciężko pracującym człowiekiem. To, że sypiam z innymi mężczyznami, niż mój mąż, nie czyni mnie "tą złą". Po kilkunastu pierwszych stosunkach z przyszłym mężem zrozumiałam, że nie dane mi będzie osiągnięcie orgazmu. Wraz z upływem czasu, po wielu próbach, rozmowach i staraniach stało się jasne, że choćbyśmy się nie wiem jak starali, ta sfera naszego życia nie może zostać poprawiona na tyle, by mnie zadowalać. Ta jedna, drobna, acz jakże istotna rzecz nie działała. Wszystko inne zaś... Tak na wszystkich innych płaszczyznach był mężczyzną idealnym. Troskliwym, kochającym, uczciwym, pracowitym, czułym, wyrozumiałym. Miał wszystkie te cechy, jakich brakowało poprzednim facetom w proporcjach bardziej niż zadowalających. Zakochana, choćby po uszy, popadłam jednak w co raz większą frustrację. Jestem z gatunku kobiet świadomych swojej seksualności. Boleśnie czasem. Głód seksu we mnie jest wielki. Było tak od zawsze. Nie jestem nimfomanką, co to, to nie. Po prostu mam duże potrzeby. Jakkolwiek idiotycznie by to nie brzmiało.. Frustracja rosła, osiągając nieprzyjemne rozmiary. Byłam co raz bardziej drażliwa. Wiedza, w czym leży problem, wcale mi nie pomagała. Kochałam i do dziś kocham mężczyznę mojego życia. Niestety chcąc zachować zdrowie psychiczne i wewnętrzną równowagę, kochanków znajduję gdzie indziej. Jeszcze nim się pobraliśmy zaczęłam zaspokajać swoje potrzeby poza związkiem. Nie planowałam tego. Nie było tak, że jednego dnia wstałam rano z łóżka i po prostu postanowiłam, że muszę kogoś przerżnąć, inaczej oszaleję. Wszystko było dziełem przypadku. Sytuacja jakże banalna. Wyjazd służbowy na targi. Duża impreza, ogrom pracy, tłumy na niego przypadkiem na schodach, kursując pomiędzy stoiskiem a org-roomem w nerwowej gonitwie. Mocno poirytowana zebrałam ulotki i katalog, rozrzucone na schodach poniżej, nie szczędząc słów krytyki. Marny początek, wcale nie przekreślił szalonej kontynuacji. Chłopak nie zraził się moim opryskliwym komentarzem, co więcej pojawił się niedługo później na stoisku i kupił wszystko, co mu zaoferowałam. Wyglądał na jakieś 26-28 lat. Miał śliczne, orzechowe i wesołe oczy urwisa i półdługie włosy o barwie mieszczącej się pomiędzy blondem, a brązem. Wyższy ode mnie o głowę, sportową marynarkę przerzuconą miał niedbale przez ramie, koszulkę z logo jakiegoś niszowego zespołu i dobrze leżące, ciemnoszare wranglery. Było na co popatrzeć i nie tylko ja byłam tego zdania, bo przyglądały mu się również wszystkie te nastoletnie, prawie-nie-ubrane hotessiątka. Późnym wieczorem, w hotelu, gdzie zakwaterowani byli wszyscy wystawcy spotkałam go, jak roznosił kolorowe zakąski kursując po sali w tą i spowrotem. Jakieś uśmiechy, spojrzenia, wymieniane tu i ówdzie przez większość bankietu. Wiedziałam, że jutro z samego rana muszę rozłożyć stoisko, w przeciwieństwie do szefostwa, toteż nie czekałam na zakończenie wieczoru. Zdjęłam, doprowadzające mnie do szaleństwa, buty i boso ruszyłam po schodach na drugie piętro. Chłód wyłożonych kafelkami schodów koił nieco ból. Siedział na schodach prowadzących na trzecie. Czytał jedną z książek, które mu sprzedałam. Rzucił jakimś zaczepnym komentarzem, nawiązującym do treści, zaczęliśmy się spierać o zasadność umieszczenia czegoś w powieści przez jej autora. Przenieśliśmy tą dyskusję do mojego pokoju. Zażarty bój trwał przez następną godzinę, póki nie powiedziałam, że muszę wziąć prysznic i iść spać, bo jutro czeka mnie poranna pobudka. Zresztą w toku rozmowy wyszło, że rozmawiam z przyszłorocznym maturzystą. Choćby nie wiem jak był pociągający, byłam od niego pięć lat starsza i jeszcze przez jakąś chwilę stanowiło to pewną barierę. Ruszył do drzwi, a ja nie spoglądając już nań do łazienki, marząc o długim, ciepłym prysznicu. Teraz już nie pamiętam, czy nie chciałam słyszeć otwierających się drzwi od kabiny, czy faktycznie nie słyszałam zajęta własnymi myślami. Ani drgnęłam, gdy poczułam jedną jego dłoń zaciskającą się na biodrze, a drugą na karku. Szeptał, lekko zachrypniętym głosem, co zamierza ze mną zrobić. Czułam emanujące od niego ciepło, para otulała nas szczelnie. Przylgnął do mnie, przypierając mnie do jednej ze ścian kabiny. Nie przestawał szeptać, od samych tych słów, barwy jego głosu i delikatnej pieszczoty karku zaczęłam drżeć, czułam rozlewające się w lędźwiach ciepło. Pragnienie budziło się, teraz już niepowstrzymane w żaden sposób. Gładził plecy, pośladki, biodra i kark, pojąc mnie słowami. Czułam jak pomimo panującego ciepła twardnieją mi przyciśnięte do kafelków sutki. Mimowolnie wyginałam się delikatnie w łuk, wypychając pupę do tyłu. Zaśmiał się cicho, z zadowoleniem. Złapał mnie za ręce i umieścił je nad głową. Drugą dłonią rozsunął mi nogi, gładząc opuszkami palców wewnętrzną stronę ud, powoli sunął w kierunku krocza. Kiedy musnał łechtaczkę, jęknęłam głucho, zagryzając wargi. Wiedziałam jak bardzo jestem nabrzmiała, chętna i gotowa. Pocierał delikatnie najczulsze miejsce na moim ciele doprowadzając mnie do szału. Przycisnął mnie mocniej do ściany, poczułam jego twardość, drgał lekko. Wszedł we mnie mocnym, pełnym zniecierpliwienia pchnięciem. Nie tracił czasu, nie czekał aż moje ciało przystosuje się do jego obecności. Rżnął mnie mocno, zdecydowanie i bez oporów. Wolną dłonią pieścił łechtaczkę, dość agresywnie, nie do końca świadomie. Nie przeszkadzało mi to, wypinałam się na tyle na ile było to możliwe czując jak wypełnia mnie sobą po brzegi z każdym pchnięciem. Całe moje ciało drgało w napięciu, w oczekiwaniu. Powoli zatracałam się w niesamowitym, niemal zapomnianym uczuciu bycia blisko, bycia na granicy. Zdołałam wyszeptać by nie przestawał. Jego ruchy traciły rytm, stawały się co raz bardziej gwałtowne, chaotyczne. Mięśnie w podbrzuszu zaczęły zaciskać się rytmicznie, jęknęłam czując, że zaraz eksploduję. Orgazm wypełnił najpierw lędźwia, rozlewając się gwałtowną falą ciepła, która spłynęła następnie wzdłuż kręgosłupa. Nie pamiętam czy szczytował wraz ze mną, czy chwilę po. Zagubiłam się w odczuwaniu. Miałam wrażenie, jakby ktoś zerwał ze mnie jakąś blokadę. Oddychał ciężko, oparł podbródek na moim ramieniu, po czym pocałował mnie delikatnie w szyje, zanim odepchnął się od ściany i przerwał połączenie. Obróciłam się powoli. Czułam strużki nasienia spływające po udach. Stał obok kaskady wody, której nie zakręciliśmy, przeczesując mokre, zmierzwione włosy w geście, który można było dwojako zinterpretować. Na ustach błąkał się lekki pół uśmiech. Wyglądał jak chłopiec, który coś zbroił, ale nie jest mu jakoś szczególnie przykro z tego powodu. Wybuchnęliśmy śmiechem w tej samej chwili. Umyliśmy się wzajemnie, opuszczając łazienkę jakiś czas później. Rozczesywałam palcami mokre włosy, próbując zlokalizować jakieś kubki Nalałam nam obojgu wody, wkroiłam po plasterku cytryny. Opróżniliśmy szklanki w milczeniu. Zastanawiałam się co dalej, czy powinnam się pożegnać, powiedzieć coś. Rozleniwienie nie opuszczało mnie, choć próbowałam usilnie skupić się na tym, co teraz miało miejsce. Wybawił mnie od tego, zarzucił marynarkę, przeczesał palcami wciąż wilgotne włosy, po czym spojrzał na mnie, uśmiechnął się, skinął głową i wyszedł. Bez słów. Tak po prostu. Zaśmiałam się. Usypiałam śmiejąc się, powoli pogrążając się w słodki, leniwym braku świadomości. Następnego dnia obudziłam się wcześnie, wypełniona energią. Miałam wrażenie, jakbym wróciła właśnie z długo oczekiwanego urlopu. Nie miałam wyrzutów sumienia właśnie z powodu dobrego samopoczucia, które utrzymało się przez następnych kilka dni. Kiedy wróciłam, następnego dnia, późnym wieczorem do domu, wraz z mężem wykąpaliśmy syna, a potem kochaliśmy się czule i bez pośpiechu. Bez fajerwerków również, ale za to z miłością. Seks z miłości, nawet pozbawiony swojej zaspokajającej mocy, jest niesamowity. Sprowadza się do intymnej więzi, poczucia przynależenia do siebie. Usypiałam z głową na piersi męża. Kilka dni później opowiedziałam wszystko Majce, tak po prostu, stojąc nad niedokończoną sałatką z tuńczykiem. Ogórek wypadł jej z ręki, a na twarzy wymalowało się bezbrzeżne zdziwienie, zaskoczenie, które ustąpiły miejsca spojrzeniu wypełnionego podziwem. Zaciekawienie i podziw Majki towarzyszą mi do dziś, za każdym razem gdy opowiadam jej o kolejnym z moich kochanków. Moja, wiecznie będąca singielką przyjaciółka, która zalicza kolejnych samców kiedy tylko ma na to ochotę spogląda na mnie z niekłamanym podziwem, zawsze gdy dzielę się z nią detalami. I to ona namówiła mnie w końcu do tego, by opisać jak próbuję utrzymać dwa światy w równowadze, nikogo przy tym nie raniąc. Nie jest łatwo być kobietą. Postrzegane przez pryzmat tradycji, jesteśmy skazane na społeczny ostracyzm, jeśli nasze zachowanie odbiega od przykazanych norm. Tymczasem, nikogo nie interesują nasze potrzeby i spojrzenie na pewne kwestie, dotychczas zarezerwowane wyłączenie dla męskiego świata. Muszę jechać po synka. A potem.. Potem wymyślę, co też ugotuję na obiad dla moich dwóch, najważniejszych na świecie mężczyzn. „W zdradzie często wcale nie chodzi o wygląd zewnętrzny, tylko o bezpieczeństwo. Jeśli w domu jest napięcie, ciągłe awantury, oczekiwania do spełnienia, brak rozmów, w konsekwencji brak seksu, to ten mężczyzna czy ta kobieta uciekają z domu i szukają spokoju na zewnątrz, gdzie nie ma napięcia”. O tym, dlaczego zdradzamy i jak wygląda krajobraz w parze po zdradzie rozmawiamy z psychoterapeutami – seksuologiem dr Bogdanem Stelmachem i psycholożką Wiolettą Stelmach z Mazowieckiego Centrum Psychoterapii. Małgorzata Germak: Na początek taki przykład: Są małżeństwem 10 lat. Ona ostatnio gorzej dogaduje się z mężem, za to lepiej z kolegą z pracy – coraz częściej robią przerwę na kawę, posyłają spojrzenia. Na ostatniej imprezie firmowej razem blisko tańczyli. Ona coraz częściej myśli o tym mężczyźnie, ale poza tym nic się nie wydarzyło. Czy to jest zdrada? Wioletta Stelmach: To doskonały przykład. Ludzie często myślą: „No ale nic się nie wydarzyło”, „Tylko z nim zatańczyłam”, „Tylko rozmawiamy”, „Przecież wracam do domu, nie sypiam z tym mężczyzną, to tylko flirt”. Ale właśnie to jest już zdrada, bo ta kobieta buduje bliskość emocjonalną poza domem, poza swoim mężem. Bogdan Stelmach: Niektórzy mówią, że jak nie ma fizyczności, to nie ma zdrady. Skoro nie doszło do zbliżenia, czyli do seksu, to się nic nie wydarzyło. Natomiast definicja zdrady jest prosta i krótka – to zawiedzenie zaufania partnera. Żeby zrozumieć, czy doszło w danym związku do zdrady, musimy prześledzić, na czym dla tych ludzi polega zaufanie. W dzisiejszych czasach pary mają różne koncepcje związku. Dla jednej flirt będzie zdradą, a dla innej nawet seks nie będzie. A teraz inna sytuacja w parze. On spędza każdy wieczór przy komputerze, mówiąc jej, że pracuje, a tak naprawdę flirtuje z obcymi kobietami online. Ona ma prawo się wściec, wiadomo, ale czy też może mu zarzucić zdradę? Wioletta Stelmach: Oczywiście. Ten mężczyzna nawiązuje relacje z innymi kobietami. Buduje z nimi intymność i bliskość poza swoją partnerką. On nawet nie musi się z żadną spotkać, a będzie to już zdrada. Jakie są konsekwencje zdrady? Bogdan Stelmach: Zdrada zawsze powoduje utratę zaufania bliskiej osoby i sprawia, że czuje się ona zagrożona w towarzystwie partnera. W takim związku poczucie bezpieczeństwa maleje do zera. Skoro więź budowana jest na zewnątrz, z kimś innym, a nie z partnerem, to ten partner traci grunt pod nogami. Wioletta Stelmach: Wtedy często osoba zdradzana myśli o sobie „jestem do niczego”, „nie jestem dla niego ważna”, „jestem nikim”. Poczucie własnej wartości zostaje zachwiane, a i lęk u tej osoby jest duży. Dochodzi do zdrady w związku. Czy para ma szansę obronić tę relację, pokonać kryzys i wyjść z niego? Wioletta Stelmach: Tak, ale jest jeden warunek: oboje muszą tego chcieć. Chcieć zmienić swoje życie i zbudować związek na innych fundamentach, bo to, co budowali do tej pory, nie było najlepsze, skoro wydarzyła się zdrada. Jeżeli ludzie w parze dalej chcą być razem, to jak najbardziej mogą, tylko muszą to przepracować. I to nie sami, bo sami sobie z tym nie poradzą. Mają do przepracowania mechanizmy, w których tkwią od wielu lat i z których mogą nie zdawać sobie sprawy. Potrzeba kogoś z zewnątrz, terapeuty, żeby to na nowo poukładać. Bogdan Stelmach: Jeżeli dochodzi do zdrady, pojawiają się silne emocje. Im są silniejsze, tym trudniej o logiczne myślenie. Wtedy zamiast rozwiązywać problem, atakujemy partnera, co wywołuje kolejne problemy. Gdy brakuje dystansu i umiejętności racjonalnego osądu, łatwo stracić z oczu cel i zapomnieć o punkcie wyjścia. To trudna sytuacja. Wystarczy chwila, żeby od słowa do słowa zacząć na siebie naskakiwać, oskarżać, obrażać. I nagle okazuje się, że problem zdrady schodzi na dalszy plan, a para kłóci się o inne rzeczy. Z tego powodu może być im ciężko bez osoby trzeciej sobie poradzić. Poza tym warto wiedzieć, że zdrada najczęściej jest wywołana serią nawykowych, automatycznych emocji i myśli, zlokalizowanych poza świadomością. Żeby coś ze sobą zrobić i wyciągnąć wnioski na przyszłość, trzeba zrozumieć proces, jaki pchnął nas do zdrady. Na terapii właśnie tym się zajmujemy. Dlaczego zdradzamy? Wioletta Stelmach: Powody są bardzo różne. Możemy zdradzić, bo czujemy się niekomfortowo w małżeństwie albo jeśli tkwimy w toksycznym związku. Uciekamy z domu, w którym są problemy emocjonalne, brak komunikacji, brak zrozumienia, wtedy szukamy obok przyjaciela, a z czasem ten przyjaciel staje się kochankiem bądź kochanką. Często wcale nie chodzi o wygląd zewnętrzny, tylko o bezpieczeństwo. Jeśli w domu jest napięcie, ciągłe awantury, oczekiwania do spełnienia, brak rozmów, w konsekwencji brak seksu, to ten mężczyzna czy ta kobieta uciekają z domu i szukają spokoju na zewnątrz, gdzie nie ma napięcia. Bogdan Stelmach: Za aktem zdrady zawsze stoi jakiś deficyt. To się nie dzieje przypadkowo. To nie jest tak, jak słyszymy czasem od pacjentów: „To nie ma nic wspólnego z miłością, to był przypadek, upiłam się i poszłam z nim do łóżka”. Jeśli mówimy o zdradzie, to zawsze powinno się pojawić pytanie – jak bardzo źle jest w tym związku? Dlaczego nastąpiła zdrada? To, czego osoba zdradzająca poszukuje, jest tym, czego nie ma w domu ze swoim partnerem. Wioletta Stelmach: Dokładnie tak. Przecież nie szukam niczego na zewnątrz poza moim partnerem, gdy jestem z nim szczęśliwa. Po co ryzykować, po co mi to? Jeśli natomiast coś jest między nami nie tak, to szukamy wspólnie rozwiązania, a nie uciekamy w zdradę. Tak powinno być. Ale dla wielu osób to trudne. I nic dziwnego, bo bycie w związku jest trudne i wymaga nieustającej pracy nad nim i nad sobą. Wioletta Stelmach W zdradzie często wcale nie chodzi o wygląd zewnętrzny, tylko o bezpieczeństwo. Jeśli w domu jest napięcie, ciągłe awantury, oczekiwania do spełnienia, brak rozmów, w konsekwencji brak seksu, to ten mężczyzna czy ta kobieta ucieka z domu i szuka spokoju na zewnątrz, gdzie nie ma napięcia Czy ze zdrady może wyjść coś dobrego? Wioletta Stelmach: Przeanalizujmy taką przykładową sytuację: mamy małżeństwo, w którym kobieta czuje się niekochana i niedowartościowana. Jeżeli ona zdradzi i dzięki temu jej poczucie wartości poprawi się, poczucie się piękną i wyjątkową kobietą, to jej to wyjdzie na dobre. Jest szansa, że dzięki temu zrozumie, co się stało, uświadomi sobie sytuację, w której tkwiła, i jeśli zechce, coś z nią zrobi. Jeśli zrozumie, że do tej pory pozwalała na przekraczanie swoich granic, że była źle traktowana przez męża i była w tym małżeństwie ofiarą, przepracuje ten mechanizm i nigdy więcej na to nie pozwoli. To będzie korzyść ze zdrady. Bogdan Stelmach: Jeśli zinterpretujemy zdradę jako krzyk rozpaczy – doszło do niej, bo jest już tak źle w tym związku, że nie da się funkcjonować – i obie strony są gotowe wziąć odpowiedzialność za to, co się wydarzyło, to korzyścią będzie dowiedzenie się tyle o sobie. I dzięki temu taka para będzie gotowa do nowego życia. Przy odpowiednim potraktowaniu porażki, da się wyciągnąć z niej pozytywy i wnioski, które skierują człowieka na właściwe tory. Coś bardzo niedobrego, możemy przekuć w sukces. Czy są sygnały, które świadczą o zdradzie? Wioletta Stelmach: Oczywiście, że tak. Chowanie telefonu, blokowanie telefonu i komputera, wprowadzanie dodatkowych haseł, zabieranie telefonu wszędzie ze sobą, nawet do toalety, niewracanie z pracy o standardowej porze, wyjazdy firmowe, wyjścia z kolegami, ale nagle, inaczej niż do tej pory. Nagła zmiana zwyczajów, inne zachowania niż dotychczas, mniej rozmów, mniej bliskości emocjonalnej. To wszystko może być sygnałem, że w związku źle się dzieje. Bogdan Stelmach: Ważny, ale bardzo ulotny, jest sygnał związany z seksem. Jeśli do tej pory było fajnie, a od jakiegoś czasu coś się stało, kobieta np. czuje się uprzedmiotowiona, to albo partner ma problem z porno, albo jest inna kobieta. Zmiana poczucia seksu zwykle świadczy o tym, że coś się dzieje. To bardzo czuły parametr. Nie jest tak, że udany seks na boku nie ma żadnego oddziaływania i spływa po nas. On wpływa na człowieka i całą pozaświadomą sferę. Wioletta Stelmach: A że my kobiety lepiej czujemy emocje i potrafimy je czytać, wyczuwamy zdradę. I najgorsze jest to, że kobieta w takiej sytuacji często nie pomyśli po prostu: „on mnie zaczął inaczej traktować”, tylko: „coś ze mną się stało, coś ze mną jest nie tak”. Intuicyjnie czują, że coś jest nie w porządku, ale interpretują tę sytuację w sposób, że to one zawiniły. To może być bardzo dla nich krzywdzące. Czy można zapobiec zdradzie? Wioletta Stelmach: Oczywiście. To praca nad związkiem i nad sobą całe życie. W związku oczekujemy uważności na drugiego człowieka. Jeżeli ta uważność jest i są pozytywne relacje, to mamy większe prawdopodobieństwo, a nawet pewność, że tej zdrady nie będzie. Bogdan Stelmach: Pogłębianie wiedzy o relacji jest naszym obowiązkiem, jeżeli chcemy zapobiec katastrofom w związku. Pytanie, które zadaje sobie pewnie większość osób, które dopuściły się zdrady – przyznać się czy nie? Wioletta Stelmach: Myślę, że to większego znaczenia nie ma, czy powiemy swojemu mężowi albo swojej żonie o tym, że zdradziliśmy. Chodzi o to, że my wiemy, że coś się wydarzyło i pozaświadomie przekazujemy to. Z drugiej strony trzeba sprecyzować cel – jeśli chcemy wyjść z tego związku, to na pewno warto powiedzieć, a jeżeli chcemy go uratować, to też powiedzieć, właśnie po to, żeby przepracować to i zrobić coś ze związkiem. Bo dysfunkcja w związku, która doprowadziła do zdrady, będzie trwać dalej. Bogdan Stelmach: Najważniejsze, to uświadomić sobie, że problemem nie jest, czy partner wie, ale że ja wiem. A to wpływa na jakość relacji – kłamstwo obciąża i mnie, i tę relację. Jakie pytania powinna zadać sobie osoba zdradzona? Wioletta Stelmach: Dlaczego doszło do tej sytuacji? Czego oboje nie zauważyliśmy, co nam zginęło z pola widzenia? Co się w naszym życiu stało, że oboje nie zwróciliśmy na to uwagi i coś nam uciekło? Coś się stało, ale to się wydarzało o wiele wcześniej, bo zdrada jest tylko skutkiem czegoś, co przegapiliśmy. Bogdan Stelmach Jeśli zinterpretujemy zdradę jako krzyk rozpaczy – doszło do niej, bo jest już tak źle w tym związku, że nie da się funkcjonować – i obie strony są gotowe wziąć odpowiedzialność za to, co się wydarzyło, to korzyścią będzie dowiedzenie się tyle o sobie I dopiero gdy będziemy znać odpowiedzi na te pytania, możemy ruszyć do przodu? Wioletta Stelmach: Tak, ale jest jeszcze coś – osoba zdradzona musi chcieć i umieć wybaczyć partnerowi. Musi dopuszczać do siebie myśl, że ona też coś wniosła do tej sytuacji. Bez tego ani rusz. Bogdan Stelmach: W terapii par po zdradzie realizowany jest jeden z dwóch celów. Jeden to bezpieczne rozejście się, zwłaszcza gdy są dzieci, ważne, żeby nie doszło do eskalacji konfliktu. Druga opcja to zejście się, czyli odbudowa związku na nowych fundamentach. Mówi się, że jeśli ktoś raz zdradził, to będzie już zdradzał. Czy można mieć predyspozycje do zdradzania? Bogdan Stelmach: Wszystko zależy od osobowości człowieka, ale uważam, że nie można tak prosto i jednoznacznie tego stwierdzić. To jest powiązane z poziomem rozwoju psychoseksualnego. W tym zawiera się umiejętność kontrolowania własnego popędu seksualnego. Jeżeli na problemy w związku ktoś reaguje zdradą, to znaczy, że nie ma takiej kontroli. Temat ewentualnych predyspozycji do zdradzania jest szeroki, niejednorodny i nie można nikogo w sposób zero-jedynkowy w taką ramę zamykać. Mówi się, że mężczyźni zdradzają częściej, a kobiety dłużej. Zgodzicie się państwo z tym? Bogdan Stelmach: Trochę tak jest, ale ze statystykami radzę uważać, bo jest w nich duży margines błędu. Statystyki pokazują jedynie jakąś tendencję, ale nie do końca to odzwierciedlają rzeczywistość. Wioletta Stelmach: W różnych badaniach padają różne liczby na temat tego, ile średnio procent mężczyzn, a ile kobiet zdradza, ale szala przechyla się na stronę mężczyzn. Tylko tu znów wracamy do tego – co klasyfikujemy jako zdradę. Żyjemy szybko, większość rzeczy robimy online, mobilnie, randkujemy w internecie, mamy dostęp do mnóstwa aplikacji. Czy dzisiejsze czasy sprzyjają zdradom? Wioletta Stelmach: Jak najbardziej tak. Mamy łatwość w nawiązywaniu kontaktów. To też czasy gwałtownych zmian kulturowych – zmienia się nasza moralność, kodeks obyczajowy. Bogdan Stelmach: Dzisiejsza kultura zorientowana jest na okładkę, a nie na zawartość. Przestajemy zwracać uwagę na więzi i stajemy się samotni w tłumie. Dzisiejsza kultura rujnuje więzi i sprzyja zdradom. Zobacz także fot. Adobe Stock Przeszło rok temu karty, które położyła dla mnie wróżka, zapowiedziały, że wszystko w moim życiu się zmieni. Wtedy się z tego śmiałam. Jakże niesłusznie... O tym, że czegoś mi brak, dotarło do mnie tamtego wieczoru podczas przyjęcia u nas w domu. Właśnie kończyłam trzydzieści lat. Magiczne trzydzieści lat! Krzysztof uniósł lampkę szampana: – Kochanie, życzę ci, by szczęście zawsze stało koło ciebie – powiedział uroczyście i mocno mnie przytulił. Goście zaczęli klaskać. Moje idealne życie to tylko pozory... Byliśmy z Krzysztofem po ślubie już 5 lat i wydawało mi się, że to były lata szczęśliwe. Urodziłam dwie córeczki, dbałam o męża i dom. Szłam przez życie utartą drogą młodej mężatki. Prawie wszystko mieliśmy zaplanowane. Prawie, bo jak się wkrótce okazało, los chciał inaczej... W każdym razie oboje wiedzieliśmy, że mieszkanie spłacimy w ciągu 10 lat, że kiedyś pod miastem postawimy dom, a dziewczynki pójdą do prywatnego liceum. Goście wznosili kolejne toasty na moją cześć. Przyjaciele i znajomi zjechali z różnych stron Polski i cieszyli się bardzo, bo dawno nie spotkaliśmy się w tak licznym gronie. Stawili się tłumnie w ten wiosenny sobotni wieczór; na naszych stu hipotecznych metrach znalazło się kilkadziesiąt osób. – Rozejrzyj się. Są tu wszyscy, którzy bez ciebie żyć nie mogą – powiedziała Marta, moja najbliższa przyjaciółka. Wszyscy ze śmiechem zaczęli potakiwać. Zabawa rozkręcała się na dobre. I tylko ja stałam z boku, patrzyłam na rozbawionych przyjaciół i myślałam: „Nieprawda, nie ma tu wszystkich. Brakuje Michała”. Pośpiech ze ślubem wymusiła nasza pierworodna, Zuzia. Rok później przyszła na świat Zosia. Śliczne pucułowate dziewczynki, dziś 4 i 3 lata, skóra zdarta z Krzysztofa. Gdy jeszcze sennie posapują w łóżeczkach, parzę pierwszą kawę. Z łazienki dochodzi szum wody: Krzysztof bierze prysznic. Gdy skończy – obudzi dziewczynki. Dopilnuje, aby poszły się umyć. Potem ja je przejmuję: czeszę i ubieram. Razem siadamy do śniadania, które kończy szykować mąż. Zawsze zupa mleczna, bułeczka z twarożkiem lub żółtym serem i warzywo: ogórek, pomidor bądź szczypior. Gdy przyjedzie opiekunka, właśnie wstaniemy od stołu. Poranek niezmiennie kończą całusy w przedpokoju. Zawsze też Zuzia i Zosia patrzą przez okno, jak tata i mama odjeżdżają samochodem. Machają rączkami. Czasem zastanawiam się, czy warto to tracić, choć przecież robię wszystko, aby ten sielski obrazek zniszczyć. I zapewne skrzywdzę więcej osób. Nie tylko moją rodzinę. Przecież Michał też ma żonę. I dwóch synów. Ma zobowiązania. Ale ma też… mnie. Nie mogłam uwierzyć, że znów się spotkaliśmy Spotkaliśmy się któregoś dnia przypadkiem w parku w centrum miasta. Byłam w paskudnym nastroju. W pracy szef mnie zrugał, bo nie zrobiłam na czas bilansu. Nie mogłam, ponieważ zawalił inny dział, ale on nie chciał o tym słuchać. W dodatku Krzysztof zadzwonił, że wróci z pracy później. Musiałam wyjść z biura, aby nie eksplodować. Odetchnąć świeżym powietrzem – tą piękną wiosną w parku. Właśnie wtedy go zauważyłam. Szedł w moim kierunku z jakąś kobietą i dziećmi. Zawsze i wszędzie poznałabym jego chód i charakterystyczne ruchy ramion. Czasem o nich nawet śniłam... I budziłam się zdziwiona, widząc śpiącego koło mnie Krzysztofa.. – Michał? – zawołałam z entuzjazmem, uśmiechając się szeroko. Zauważyłam wyczekującą minę jego towarzyszki i jej lekko podniesione brwi. – Michał? – powtórzyłam pytanie. Odpowiedział uśmiechem. Widziałam, jak kątem oka zerka na idącą z nim kobietę. I na dwóch chłopców, którzy z ciekawością przyglądali się tej scenie. – To niemożliwe – powiedział w końcu. – Ile to lat się nie widzieliśmy? – Sześć – odparłam automatycznie. Mogłam dodać, że trochę mniej niż sześć. Dopiero za dwa miesiące i 3 dni upłynie sześć lat. Wtedy się pokłóciliśmy. Na ulicy. Zakochani na śmierć i życie toczyliśmy boje o rzeczy kompletnie nieważne. Jaką iść ulicą? Gdzie dziś zjemy? Czy warto wydać pieniądze na podróż autostopem do Włoch? On zawsze myślał inaczej niż ja i dlaczego ciągle się ze mną droczył. Czy tak wygląda miłość? Rozstaliśmy się – każde z nas odwróciło się na pięcie i poszło w inną stronę. Liczyłam, że zawróci. Krzyknie: „Matylda”. Szarpnie za ramię i pocałuje... Nic takiego się nie stało. Nawet rzeczy z mojego pokoju zabrał po cichu, gdy byłam na uczelni. Pozostawił tylko różę. Krwistoczerwoną, na długiej łodyżce. Wytrwała tydzień. A ja siedem dni czekałam, aż się odezwie. Róża zmarniała. Teraz stał przede mną rozradowany. – Ach, przepraszam. To moja żona. Aniu, Matylda jest moją dawną przyjaciółką. Jego żona zlustrowała mnie bacznie. – Ach tak – odparła niezbyt przyjaźnie. Zapadło kłopotliwe milczenie. Nie wiedziałam, co dalej. Dopiero patrząc na chłopców, po chwili niezręcznej ciszy dorzuciłam: – Pięć lat temu wyszłam za mąż. Mam dwie wspaniałe córeczki, Zuzannę i Zofię. Mają trzy i cztery lata. Muszę do nich iść. Właściwie dlatego się tu spotkaliśmy. Bo zwolniłam się wcześniej z pracy, żeby iść do domu. Czułam, że bełkoczę coś bez sensu. Ciekawe, co jego żona sobie pomyślała, kiedy usłyszała: „Moja dawna przyjaciółka”?!– Poczekaj – Michał chwycił mnie za rękę. – Daj numer komórki. Spotkamy się, porozmawiamy. Nasi chłopcy mają tyle samo lat, co twoje córki. Patrz, jaki zbieg okoliczności. Mówił, jakby nie czuł atmosfery gęstniejącej od niewypowiedzianych słów. Jakby nie widział zaciśniętych ust jego żony, która gwałtownie szarpnęła synów za ręce, chcąc odejść jak najszybciej. Była młodsza ode mnie? Nie, na pewno nie. Pewnie tyle samo lat są małżeństwem, ile ja z Krzysztofem. Milczałam, nie starając się niczego wyjaśniać. W końcu podałam mu numer komórki. Zadzwonił dwie godziny później. Dobrze, że Krzysztofa nie było w domu, bo czułam, jak oblewam się pąsem na dźwięk jego głosu. Rozmawialiśmy, a ja błądziłam niewidzącym wzrokiem po naszym salonie w nowym mieszkaniu, z którego oboje z mężem tak bardzo byliśmy dumni. Zawsze powtarzaliśmy: „sto hipotecznych metrów”. To „hipotecznych” miało ustrzec nas przed rozrzutnością i bylejakością. Przypomnieć o kredycie. Pomóc stworzyć dobry i piękny dom. Nasze mieszkanie właśnie takie jest. Jasne i wygodne. Trochę mebli z Ikei plus nieliczne z Prowansji, ręcznie tkane dywany z Turcji i fotogramy z miast, które zwiedziliśmy. Z żółtą łazienką i przecieranym gołębim błękitem w holu. Widać, że stworzyliśmy te wnętrza wedle dokładnie przygotowanego planu. Nic tutaj nie zostało kupione pod wpływem impulsu, dla samej radości kupowania. Oboje z Krzysztofem lubimy nasz dom. Nie, co ja mówię: lubiliśmy! Bo to już czas przeszły. Rozmawiając z Michałem pierwszy raz po tylu latach, czułam już, że zdradzam męża. Byłam przerażona i szczęśliwa. Czas się cofnął. Zapomniałam o mężu i dzieciach, odnalazłam nasz kod sprzed lat. Zaśmiewałam się z tego, co mówił Michał, płacząc ze szczęścia. Nie mogłam się opanować. Gdyby nagle wszedł Krzysztof – wyszłabym z domu, aby do niego nie powrócić. Już wtedy, po pierwszych słowach Michała, wiedziałam, że wszystko w moim życiu się zmieniło. I powinnam mieć wyrzuty sumienia, a nie miałam. Tę historię napisało samo życie. Poruszające opowieści znajdziesz też w książkach: Miłość nie wybiera... Pamiętam, że sześć lat temu, kiedy przedstawiłam przyjaciołom Krzysztofa, bardzo się zdziwili. „A Michał?”– spytał ktoś. „Michał już się nie liczy” – odparłam. Zapamiętałam też czyjąś odpowiedź: „Oj, żebyś nie żałowała.”. Bo Michał był moją pierwszą prawdziwą miłością i mężczyzną, który nie zdążył mnie skrzywdzić. A Krzysztofowi się to udało. Nawet ślub z im był trochę pod przymusem: już spodziewałam się dziecka. Nie planowałam tej ciąży. Życie jednak pisze swój scenariusz. Tak, teraz zdradzam Krzysztofa, ale to nie jest zwykła zdrada. Ja po latach odnalazłam swoją pierwszą miłość! A Krzysztof mnie zdradził dużo wcześniej: był z dziewczyną jeszcze dzień przed naszym ślubem. Dowiedziałam się o tym, wchodząc do… naszej sypialni! Wiem, nie powinnam była znaleźć się wtedy w mieszkaniu. Miałam pecha… Potrójnego. Po pierwsze, spotkałam Krzysztofa tamtego dnia, gdy Michał odszedł. Po drugie, zaszłam z nim w ciążę, chociaż uważałam. Po trzecie, natknęłam się na narzeczonego – który nazajutrz miał się stać moim mężem – z kochanką we własnym łóżku. Ale co teraz? Czy można rozpocząć życie od nowa, gdy po obu stronach dwójka małych dzieci, zazdrośni współmałżonkowie i w perspektywie wyczerpująca walka przed sądem. Kto otrzyma opiekę nad córkami i synami? Ci rodzice, którzy są zdradzani? Czy ci, którzy zdradzają, aby stworzyć nowy związek? Kto w dwóch małżeństwach bardziej cierpi? Krzysztof i Ania – porzuceni, zdani na pastwę własnej domyślności, wiedzący, jak to bywa? Zwłaszcza Krzysztof, bo kiedyś sam zdradzał. Czy ja i Michał, znów młodzieńczo zakochani i pewni, że już nic nie ma prawa nas rozdzielić? Nie sądziłam, że stać mnie na tak szaleńcze zachowania... Na samą myśl uśmiecham się z zażenowaniem. Kiedyś, gdy oglądałam w filmach miłosne sceny w samochodzie, mówiłam na głos: „Ale żenada”. Było w tym coś rozpasanego, zwierzęcego, byle jakiego. A teraz robiłam to sama! Koło mojej firmy. Przerażona, podniecona, rozanielona. Nie chciałam iść do hotelu. Jeszcze starałam się ukrywać nasz związek. Dzisiaj coraz mniej mi na tym zależy. – Ania coś podejrzewa – powiedział któregoś razu Michał. – Widziałem, jak przetrząsa mi kieszenie. Wiem, że zaglądała do komputera, sprawdzała połączenia w komórce. Myślała, że śpię. – Co zrobimy? – spytałam spokojnie. – Muszę podjąć kilka decyzji. Mieliśmy sprzedać mieszkanie, wyjąć oszczędności i kupić dom. Teraz tego nie zrobię. Jeżeli będzie chciała, to mieszkanie zostawię jej. Boję się jednak, że postawi mi szlaban na widywanie chłopców. Raz o tym wspomniała. Że jeżeli zdecyduję się na jakikolwiek krok przeciw niej, to synów nie zobaczę. – Wierzysz w to? – Ona jest zdolna do wszystkiego. Odkąd się spotkaliśmy, nie daje mi spokoju. Drąży temat. Chciała mnie nawet wyciągnąć do psychologa małżeńskiego. – Bo? – Uważa, że za mało uwagi jej poświęcam. Za mało seksu, za mało pożądania… Wiedziałam, że będzie walczyć! To taka kobieta bluszcz. Nie wypuści z rąk, co złapała. Żal mi było Michała. Umnie nie jest lepiej. Czuję, że mąż mnie sprawdza. Komórkę, której używam do rozmów z Michałem, zawsze mam przy sobie, nigdy w torebce. Żadnych rachunków z restauracji, pobytów za miastem. Jednak Krzysztof mnie nie wypytuje, tylko przygląda się uważnie, ze smutkiem. Bawi się z dziewczynkami, zerkając na mnie. Ale kto naprawdę w tym wszystkim jest winny? Ja, powracająca do pierwszej, prawdziwej miłości? Czy może on, bo nie dał mi tego wszystkiego, co powinien? Wtedy, pięć lat temu, na widok dwóch nagich ciał, splecionych w miłosnym uścisku w mojej sypialni, poczułam falę mdłości, ból w brzuchu i tak obezwładniający bezwład, że nie mogłam się ruszyć. Nie wiem, co ich bardziej przeraziło. Skrzypnięcie drzwi czy nieoczekiwana cisza, która później zapadła? Stałam tam i marzyłam, żeby natychmiast poronić i być wolną! Nic takiego się nie stało... Nie drgnęłam nawet, gdy wstali, ona wyszła z mojego domu i mojego życia, a on coś mówił. Długo, zawile, bezsensownie. Następnego dnia złożyłam małżeńską przysięgę. Starzy ludzie powiadają, że nie należy oglądać się za siebie. A ja jestem pewna, że gdy pozostawiamy niespełnioną miłość – zawsze trzeba się oglądać. Więcej listów do redakcji:„Adoptowaliśmy chłopca. Po 7 latach postanowiłam, że oddamy go z powrotem do domu dziecka”„Nie mieszkam z mężem, bo ciągle się kłócimy. Spotykamy się 2 razy w tygodniu i w weekendy”„Mąż miał na moim punkcie obsesję. Nie chciał się mną z nikim dzielić. To doprowadziło do tragedii” Dzień dobry... Starasz się o maleństwo, wiesz, że zostaniecie rodzicami a może masz już dziecko? Poszukujesz informacji, chcesz się podzielić swoim doświadczeniem? Dołącz do naszej społeczności. Rejestracja jest bezpieczna, darmowa i szybka. A wsparcie i wdzięczność, które otrzymasz - nieocenione. Podoba Ci się? Wskakuj na pokład! Zamiast być gościem korzystaj z wszystkich możliwości. A jeśli masz pytania - pisz śmiało. Ania Ślusarczyk (aniaslu) Zaloguj Zarejestruj Dzisiaj Dzień Ojca i z tej okazji zapraszam cię do wysłuchania rozmowy, której bohaterem jest Patrick Ney. Psycholog, doradca rodzicielski, tata dwóch córeczek, urodzony w Anglii, co w tej historii ma również znaczenie ;) Posłuchaj rozmowy Natomiast o 17:00 zapraszam Cię na live z Agnieszką Hyży - porozmawiamy o rodzicielstwie, macierzyństwie i oczywiście o ojcostwie. O tym co robić z "dobrymi radami". Dołącz reklama Starter tematu Agdalena Rozpoczęty 24 Listopad 2021 #1 Synem ma 5 tygodni. Jestem strasznie rozczarowana macierzyństwem. Nie mam czasu na podstawowe rzeczy jak obiad czy mycie o kąpieli nawet nie wspominam. Strasznie mi zal mojego dotychczasowego życia bo wiem że minęło bezpowrotnie. Z mężem się mijamy jak wraca z pracy ja idę spać później on idzie spać ja jestem z dzieckiem. Nie ma już naszej wspólnej sypialni i niby jesteśmy razem ale osobno. Młody ma coś jak kolki, jak chce pusic baka to wije się i placze ok 2 lub 3 godz. aż się wypróżni przez to praktycznie w nocy nie sypiam. Długo tak będzie? Da się jakoś poukładać to życie na nowo ? I kiedy ? reklama #2 Ostatnia edycja: 8 Styczeń 2022 #3 Synem ma 5 tygodni. Jestem strasznie rozczarowana macierzyństwem. Nie mam czasu na podstawowe rzeczy jak obiad czy mycie o kąpieli nawet nie wspominam. Strasznie mi zal mojego dotychczasowego życia bo wiem że minęło bezpowrotnie. Z mężem się mijamy jak wraca z pracy ja idę spać później on idzie spać ja jestem z dzieckiem. Nie ma już naszej wspólnej sypialni i niby jesteśmy razem ale osobno. Młody ma coś jak kolki, jak chce pusic baka to wije się i placze ok 2 lub 3 godz. aż się wypróżni przez to praktycznie w nocy nie sypiam. Długo tak będzie? Da się jakoś poukładać to życie na nowo ? I kiedy ? Przede wszystkim sięgnij po pomoc psychologa. Jesteś jeszcze w połogu i szalejące hormony nie pomagają. Problemy brzuszkowe skonsultuj z pediatrą lub położną. Być może wystarczy podać np. esputikon. Życie z dzieckiem jest inne niż bez dziecka, ale również może być piękne i dawać satysfakcję. #4 Mam identycznie z tym, ze juz dwa lata I jak sobie z tym radzisz ? #5 U mnie trwa to już 10 miesięcy ;/ #6 Chyba faktycznie muszę poszukać pomocy bo nie daje sobie z tym rady... tylko że chyba niewiele to zmieni bo czasu cofnąć się nie da. #7 Wydaje mi się, że masz mocnego baby bluesa. Tak jak napisała Frezja, powinnaś skonsultować się z psychologiem, jeśli nie możesz wyjść z domu to spróbuj teleporady. Na wzdęty brzuszek podobno pomaga też windi. Niby pomaga ale balanym się wsadzać ta rurkę do pupy #8 Chyba faktycznie muszę poszukać pomocy bo nie daje sobie z tym rady... tylko że chyba niewiele to zmieni bo czasu cofnąć się nie da. Piszesz tak jak byś żałowała że zaszlas w ciążę...jak się zdecydowaliście ma dziecko to wiadomo że się zmieni wszystko #9 Chyba faktycznie muszę poszukać pomocy bo nie daje sobie z tym rady... tylko że chyba niewiele to zmieni bo czasu cofnąć się nie da. Czyzbys żałowała, ze urodziłaś? reklama #10 Chyba faktycznie muszę poszukać pomocy bo nie daje sobie z tym rady... tylko że chyba niewiele to zmieni bo czasu cofnąć się nie da. Mam troje dzieci, przy pierwszym nie miałam kiedy się umyć, wysikać, zjeść. Dopiero po dłuższym czasie uświadomiłam sobie, że to nie ma sensu. Przy kolejnych dzieciach powiedzialam sobie i mężowi jasno, że nie ma takiej możliwości, abym nie realizowała własnych potrzeb. Udało się. A dla dzieci nic się nie zmieniło, bo tak samo byłam z nim w domu, tak samo karmiłam je piersią itd. Tzn. jeśli się zmieniło to na plus, bo spokojna, zorganizowana mama jest przyjemniejsza w kontakcie niż zestresowana. Oczywiście, sa momenty, gdy jestem zdenerwowana tym, że w kółko trzeba coś przy kimś robić kosztem swoich spraw, ale nie jest to stan ciągły, tylko normalna reakcja na sytuacje, w których problemy są spiętrzone. Dlatego uważam, że taka rozmowa z psychologiem lub z bardziej doświadczona mama właśnie może zmienić wiele i nie warto tkwić w punkcie, w którym jest Ci źle. Rekomendowane odpowiedzi Gość nikola5515 Zgłoś Udostępnij Witam. Chce się rozwieść z mężem. Od roku nie sypiam z moim mężęm, wspólne kontakty są bardzo chłodne (z mojej strony). Mam rozdzielność majątkową a w przeciągu kilku tygodni zrzeknę się praw do wspólnego mieszkania. Proszę o podpowiedź czy wyżej zamieszczone informacje wystarczą aby sąd orzekł rozwód. Jakie przesłanki mogę wykorzystać aby sąd nie orzekał o winie? Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach 4 tygodnie później... Gość madziunia823 Zgłoś Udostępnij Najwazniejsze jest ze nie sypiacie ze soba od roku tylko rozwod ma byc bez orzekania o winie czy odwrotnie? Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach

nie sypiam z mężem